1 lutego 2015

ULUBIEŃCY STYCZNIA 2015!




W miesiącu styczniu stosowałam kilka kosmetyków kolorowych jak i pielęgnacyjnych, które naprawdę sprawiały mi wielką radość, więc postanowiłam się z Wami podzielić.



Z pielęgnacji chciałam wydzielić szczególnie dwie pozycje, czyli szampon do włosów z korzeniem żeń-szenia oraz olejek do twarzy L'Oreal Nutri Gold o którym już pisałam oddzielny post tutaj

Szampon urzekł mnie tym, że nie obciąża absolutnie moich włosów, oczyszcza je do skrzypu i dodaje im lekkości i objętości, co dla moich włosów jest rzadkością, ponieważ praktycznie każdy szampon sprawia, że moje włosy są oklapnięte, pozbawione naturalnej lekkości.
Jest to chiński szampon z korzeniem żeń-szenia w środku opakowania, wygląda zabawnie, wiem, że podobne szampony ma rosyjska firma Babcia Agafia, myślę, że właśnie te będą bardziej dla was dostepne, ponieważ mój szampon nie był kupowany w Polsce. 

Olejek do twarzy L'Oreal to naprawdę dobry produkt, on niesamowicie odżywia i odmładza skórę, nie zapycha, nie podrażnia, nie powoduje wyprysków, wydajny. Szczerze polecam.






Co dotyczy makijażu, to z wielką przyjemnością używałam paletki cieni The Balm Meet Matte oraz róży z Inglota, ponieważ stanowią świetny duet. Kiedy potrzepowałam dobrego i trwałego makijażu, to sięgałam właśnie po nie, ponieważ byłam pewna jakości. Cienie się nie osypuja, są bardzo trwałe, można wykonać wiele makijaży i łatwo się je rozciera. A róże  Inglot to wspaniałe uzupełnienie.
O różach pisałam oddzielnie tutaj
Co dotyczy paznokci, ręce same się ciagnęły do lakieru Dior 678, chyba przyciągał mnie ten żywy kolor, który dodawał takiej świeżości i intensywności dłoniom. 




  

Kiedy miałam ochotę na błysk to sięgałam po pigment Inglot o numerze 22 oraz rozświetlacz The Balm Mary Lou, ponieważ właśnie on był zawsze pod ręką. Pozwalało mi to na wykonanie szybkiego i delikatnie połyskujacego makijażu, który dadawał świeżości twarzy. 




To by było narazie wszystko.  Niektóre kosmetyki zademonstruje nieco póżniej.

10 komentarzy:

  1. Róże Inglot są wprost wspaniałe. Podoba mi się gama odcieni od chłodniejszego do cieplejszego :) chociaż powiedziałabym, że wszystkie oscylują właśnie tak bliżej tonów ciepłych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, są to róże w ciepłej, neutralnej tonacji, chłodne bardzo mi się podobają, ale do mojej cery nie pasują, wyglądam w nich jak bym miała sińce na policzkach i podkreślają każdy drobiazg na cerze, których tak zwyczajnie nie było by widać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Takie intensywne -) Bardzo lubię takie kolory.

      Usuń
  4. Mamy widzę podobne gusta makijażowe :) Też sobie chwalę Mary Lou, dziś o niej pisałam :) A na Matta mam ochotę... :) Planuję też zakupić pigmenty z Inglota. Dołączam do obserwatorów i zapraszam do siebie w wolnej chwili, będzie mi baaardzo miło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matte naprawdę bardzo sobie chwalę i w dodatku są ogromne) Niedawno pisałam o matowych cieniach ze Sleeka i jakość jest zupełnie inna. Pigmenty Inglota rewelacja, planuję o nich zrobić szerszy post.Dziękuję za zaproszenie, napewno skorzystam =)

      Usuń
  5. Fajne kosmetyki.Lakier Dior bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  6. Mary Lou - niezastąpiona:) Nie wyobrażam sobie makijażu bez tego rozświetlacza.

    OdpowiedzUsuń