2 marca 2015

ULUBIEŃCY LUTEGO 2015 !




Miesiąc luty zleciał, więc pora na ulubieńców. Nie było ich wiele i niektóre bedą się powtarzać, ale akurat to tylko potwrerdza działanie i chęć stosowania danego kosmetyku i oczywiście miano ulubieńca.

Może zacznę od ulubieńca, który się już przewijał, czyli olejek Nutri Gold L'Oreal. Na początku lutego zaczęłam eksperymentować z pielęgnacją i odłożyłam go aby sprawdzić działanie serum, po tygodniu zrozumiałam, że moja skóra jest strasznie przesuszona i brakuje jej nawilżenia, aby poprawić kondycję skóry, wróciłam do olejku i już na drugi dzień moja skóra była mi bardzo wdzięczna, więc oceniłam jego kojące, nawilżające działanie jeszcze bardziej. Potrafi szybko zregenerować skórę i ją odżywić w błyskawicznym tępie. Stosuję codziennie i dalej tak będzie, przynajmniej na okres ziomowo-wiosenny. Zdecydowanie mój ulubieniec.








Kolejnym kosmetykiem jest puder Manhattan, nigdy go nie miałam, ale pojawia, sie u wielu z was, wię też spróbowałam, kosztuje grosze, więc ryzyko niewielkie. 
Muszę przyznać, że całkiem fajny puder, bałam się, że będzie przesuszał skórę, ale całe szczęście tego nie robi, nawet przy codziennym stosowaniu. Matuje skórę, makijaż utrzymuje się dłużej, co mnie cieszy, przy mojej mieszanej cerze. Może nie ma rewelacji, ale to dobry produkt, sięgałam po niego praktycznie przy każdym moim makijażu, ponieważ wiedziałam, że z nim wszystko będzie trzymać się nieco dłużej niż zwykle.








Kolejni moi ulubieńcy to paletka cieni z Inglota(390,460,56,31,414) oraz róże Sleek. 
Niedawno uzupełniłam paletkę o ciekawe kolorki, więc z przyjemnoscią po nią sięgam. Muszę przyznać, że kiedy potrzebowałam szybkiego makijażu to brałam właśnie te cienie, ponieważ łatwo się rozcierają i co najważniejsze nie osypują, co naprawdę ułatwia pracę. 

Róże Sleek  Flame 365 posiadają kolory, które można stopniować, nadając intensywność, co pozwala na wykonanie różnych makijaży w wykorzystaniu jednej paletki. Już wcześniej o nich wspominałam w oddzielnym poście tutaj








Ostatnia perełka to prefumy Signorina Salvatore Ferragamo. 
Perfumy, to rzecz gustu, więc jego opis to już bardziej indywidualne, skojarzenie i upodobanie. Te same perfumy dla jednego będą słodyczą, dla drugiego świeżością. Signorina to mieszanka wszystkiego: słodyczy, świeżości z odrobinką pieprzu. Dla mnie nie jest on jakoś specjalnie słodki czy lekki zapach, intensywność utrzymuje się cały dzień a na włosach i  czy odzieży przez kilka dni. Lubię ten zapach w połączeniu z elegancką odzieżą.






12 komentarzy:

  1. Olejek bardzo mnie zaciekawił bo bardzo lubię na swojej skórze używać takowych produktów. Cienie inglot nigdy nie miałam ale miałam okazję przetestowac i nadal zwlekam z zakupem zawsze coś jest ważniejsze ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olejek naprawdę warto. Cienie z Inglota również polecam -) Ja też długo zwlekałam z nimi, po zawsze było coś ważniejszego, ale naprawdę warto wypróbować, planuję rozszerzyć gamę kolorystyczną, tymbardziej, że Inglot daje nam mase kolorów do wyboru.

      Usuń
  2. Nie ma to jak Freedom System z Inglota:) Bardzo lubię te cienie. Za matowymi nie jestem, bo są raczej słabszej jakości, ale AMC Shine wymiata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nie ma to jak wybieranie sobie paletki do własnych potrzeb.

      Usuń
  3. Róży ze Sleeka chętnie bym wypróbowała, ciekawi ulubieńcy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Róże są fajne i reszta też -))

      Usuń
  4. ten olejek mnie ciekawi :)
    zapraszamy w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olejek jest wart ceny i uwagi ! Zajrzę napewno -))

      Usuń
  5. Lubię słodkie perfumy, więc ich zapach pewnie przypadłby mi do gustu. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny zapach, jest jeszcze jedna wersja, wygląda bardzo podobie, wstążka jest jasno -fioletowa, łatwo sie pomylić.

      Usuń