1 kwietnia 2015

ULUBIEŃCY MARCA 2015 !




Marzec dobiegł końca, co mnie bardzo cieszy, więc pora na ulubieńców, zapraszam !

Może zacznę od olejku arganowego, ponieważ tak wyszło, że z pielęgnacji widnieje tylko jeden produkt. 
Olejek od Planety Organica stosuję na całą twarz, okolice oczu i szyję. Koi, odżywia, wyrównuje koloryt cery, świetnie wygładza zmarszczki pod oczami i na czole, spowodowane wiekiem lub przesuszeniem skóry. Kosmetyk stosowałam na noc. U mnie się nie wchłania całkowicie. Polecam kto jeszcze nie próbował.







Do marcowych ulubieńców zawędrowały cienie Dior  Diorshow Fusion Mono, stosowałam je praktycznie codziennie na zmianę.






Chociaż na zdjęciu wydają się bardzo podobne jednak w rzeczywistości są to zupełnie inne odcienie, jeden jest chłody ciemno srebrzysty, asfaltowy, drugi natomiast ciepły oliwkowy. 





Ich ogromnym plusem jest to, że dosłownie w kilka minut można nimi zrobić piękny makijaż nie tracąc czasu. Świetnie się rozpowadzają, rozcierają i przy tym cudownie się prezentują. Najlepiej stosować je palcami.  
Te kremowe cienie, które możemy stopniować od delikatnego połysku do intensywnego koloru. Mam jeszcze kilka innych kolorów, zrobie oddzielną recenzję porównawczą w najbliższym czasie. 









Przejdę teraz do rozświetlacza Essence, o którym już wcześniej pisałam porównawczą recenzję z Mary-Lou tutaj
Mogę dodać jeszcze to, że kilka dni przed otrzymaniem przesyłki z Mary-Lou kupiłam ten rozświetlacz aby go porównać z tym pierwszym, tak dla ciekawości. Muszę przyznać, że on bardzo mi się spodobał, więc pomyślałam sobie, jaka będzie w takim razie legenda internetu Mary, jeżeli ten produkt dużo tańszy tak świetnie sobie radzi.
Przyznam, że nie widzę żadnej różnicy i absolutnie nie zgadzam się z tym, że Mary-Lou jest niezastąpionym kosmetykiem, spokojnie można znaleźć świetny rozświetlacz innych marek.








Czas na pomadkę Inglot AMC. Przepiękny kolor zamknięty w słoiczku o cudownym zapachu. Pięknie wygląda na ustach, można stosować na dwa sposoby. Wklepując odrobinę palcem uzyskujemy piękny ale delikatny kolor, natomiast nakładając ją pedzelkiem otrzymujemy intensywny kolor z połyskiem. 
Trwałość, intensywność i nawilżenie, czego pragnąć więcej. Wspaniały kosmetyk i duża pojemność. 











Na koniec zostały perfumy Juicy Couture Viva La Juicy, są to jedyne perfumy, które kupię ponownie jeżeli się skończą. Jest to niesamowity zapach owocowo-kwiatowy z odrobiną słodyczy i świeżości jednocześnie. Posiada w sobie noty mandarynki, owoców leśnych, gardenii, jaśminu, ambry, drzewa sandałowego, wanilii, karmelu i orzechów.
Zdecydowanie mój Must Have. 







I tak moja krótka recenzja dobiegła końca. Zaczął się nowy miesiąc i nowe wyzawnia, ciekawe co mnie urzeknie w miesiącu kwietniu -). Pozdrawiam ! 


12 komentarzy:

  1. Cienie wyglądają bardzo fajnie, jestem ciekawa jak prezentują się na oczku! A buteleczka perfum jest obłędna, choć samego zapachu nie znam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obowiązkowo zrobię " oczko" -)). Tak buteleczka piękna!

      Usuń
  2. Spodobała mi się pomadka z Inglota :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna buteleczka perfum :) Chętnie przygarnęłabym ten olejek arganowy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładna ta pomadka z Inglota i cienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładne i bardzo udane te cienie, ponieważ mam piątkę z Diora, to strasznie się sypią, także jakość marna.

      Usuń
  5. Ja nawet nie wiedziałam, że Inglot ma takie cudne pomadki w słoiczkach. Chcę je! :) Może post z efektem na ustach? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomadki urocze, mam ochotę jeszcze na kilka kolorków, ale takich już spokojniejszych, planuję zrobić z efektem na ustach, co prawda trochę w innym kontekście, ale z użyciem tej pomadki -)

      Usuń
  6. Mam ochotę na te cienie Diora :)

    OdpowiedzUsuń