1 maja 2015

PROJEKT DENKO # 4




W tym denku wyjątkowo nazbierała się sama kolorówka, więc nie zwlekając zapraszam na recenzję.

Chociaż ostatnio zdecydowanie więcej kupuję pomadek niż błyszczyków, to jednak posiadam kilka ulubionych, po które sięgam, kiedy chcę osiągnąć nieco lżejszy makijaż.
Właśnie dobiegł końca mój ulubiony kolor błyszczyka Dior Addict, który ma odcień pasukący do każdego makijażu. 
Przyjemny w użyciu kosmetyk, komfortowy na ustach. Oczywiście nie ma w nim nic nadzwyczajnego, ale przyjemnie nosiło się go w kosmetyczce.





Również dobiegł końca mój błyszczyk Guerlain Kiss Kiss o wspaniałym kolorze Nude. Kosmetyk bez drobinek, daje efekt mokrych ust, wykończenie można było stopniować do intensywniejszego, bardziej wyraźnego koloru.












Od pomalowanych ust, przejdźmy do pomalowanych rzęs. Co dotyczy tuszy, to należę do grona poszukiwaczy swojego ideału. Oczywiście znam kilka, które są naprawdę niezłe np.Dior Iconic, czy Guerlain Cils'Enfer, ale po moim ostatnim zakupie tuszu YSL, który dawał piorunujący efekt na moich rzęsach,niestety zasechł po dwóch tygodniach i stwierdziłam, że nie będę wydawała takiej sumy na tusze do rzęs, bo się zwyczajnie nie opłaca.

Po tym incydencie, zaczęłam szukać tuszy zwykłych marek, pomyślałam, że może znajdę jakąś perełkę. Wybór padł na Eveline, kosztuje grosze i strata nie wielka. 
Muszę przyznać, całkiem dobry tusz, pięknie rozdziela, wydłuża, pogrubia, nie jest to oczywiście efekt sztucznych rzęs, ale zadowalający. Napewno do  niego wrócę. Nie osypywał się, był trwały i wystarczył na długo.  Myślę, że sekret jest w wygodnej silikonowej szczoteczce, równomiernie rozprowadza tusz po rzęsach.









Drugim zdenkowanym tuszem jest Essence Lash Mania.
No niestety, ten okazał się totalną klapą, sklejał koszmarnie i robił patyki z rzęs. Wydłużał dobrze, więc wykorzystałam go jako uzupełnienie długości na innych tuszach.
U mnie się zupełnie nie sprawdził, myślę, że to wina szczoteczki, która skonstruowana jest z czterech rzędów silikonowych włosków, których jest zdecydowanie za mało.











Pozostała jeszcze pomadka ochronna Nivea.
Urzekło mnie w niej to, że posiada delikatny, przeźroczysty kolorek, który pięknie podbija naturalny pigment ust, nadając im zdrowego, soczystego, młodzieńczego wyglądu. 
Minusem jest to, że nie nadaje się do nocnej pielęgnacji, ze względu na kolor, ale jest świetna do noszenia na co dzień w torebce.
Dodatkowo dobrze nawilża i pielęgnuje usta, napewno kupię nie raz.











To byłoby na tyle w dzisiejszym denku, zapraszam na kolejne posty.

4 komentarze:

  1. Te pomadki nivea też lubię :) W kwestii tuszu do rzęs też od jakiegoś czasu stawiam na tańsze i poszukuję ideału. Ale ostatnio przegięłam - kupiłam ( dwa!) tusze po 2ł za sztukę,nazwa skojarzyła mi się z czymś znanym Lambre i są koszmarne .Więc poszukuję dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tusze do rzęs to jeden z najpopularniejszych problemów, na każdej z nas wygląda inaczej.

      Usuń
  2. Błyszczyk z Diora też mam, ale uważam podobnie jak Ty - nie ma w nim nic nadzwyczajnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są dobre, ale można bez nich żyć -))

      Usuń