8 czerwca 2015

DZIEŃ Z INGLOT #1




Dziś pod lupę idą kosmetyki INGLOT oraz ocena jak się sprawdzają.


O pudrach pisałam oddzielny post,cóż mogę dodać, dawno ich nie używałam i zapomniałam jak one strasznie pylą, przez co dużo produktu  poprostu się marnuje, nie matują jakoś specjalnie, poprawdek robię więcej niż np. z pudrem Manhattan. Chociaż całkiem dobrze kryją i wyrównują koloryt cery.







Róż do policzków #45 to kolor bardzo specyficzny oraz intensywny. Trzeba z nim naprawdę uważać, ponieważ lekko można sobie zrobić z policzków dwa pomarańcze ze względu na silną pigmentację. Lubię róże Inglota, ale ten najmniej mi się podoba, najgorzej się z nim pracuje.







Liner w żelu w kolorze #86, ma lekką, kremową konsystencję, daje piękny intensywny kolor, ale potrafi skleić rzęsy i jeżeli nie umiemy kilkoma pociągnięciami narysować kresek, to po wyschnięciu może popękać i nie wygląda to najlepiej. Pod tym względem żel w słoiczku Maybelline, jest dużo prostszy, z nim możma poprawiać swoje kreski ile się chce i on pozostanie gładki i jednolity. 
Duży wybór kolorów, to naprawdę plus, nawet MAC nie ma takiej gamy kolorystycznej.
Dla osób, które lubią coś dla odmiany w swoim wizerunku i mają wprawę w rysowaniu kresek, mogą być zadowolone.
Duraline wykorzystałam do rozcieńczenia żelu, ponieważ swój kupiłam jakiś czas temu, więc troszeczkę zmienił konsystencję na bardziej gęstą.







Lakiery do paznokci Inglot kuszą ogromnym wyborem kolorów, więc i ja nie moglam się oprzeć. Mój w kolorze #628 jest bardzo wodnisty, przez co trudniej się z nim pracuje, na moich paznokciach trzyma się bardzo krótko, nierównomiernie sie rozrowadza i pozostawia pręgi,ogólnie nie podoba mi się jak wygląda. Niestety rozczarował mnie i nie mam ochoty próbować inne kolory, raczej nie kupię więcej ich lakierów.








Została nam jeszcze pomadka #278, którą opisywałam oddzielnie tutaj i nic się nie zmieniło, nadal uważam, że jest kiepska, ale pomyślałam, że puki jest świeża, może jakoś ją jeszcze wykorzystam, więc wklepuję jej niewielką ilość palcem, dla uzyskania koloru.





Nie patrząc na to, że nie wszystko mi przypadło do gustu, to i tak lubię tę firmę, szczególnie za cienie i róże i napewno będę poszerzać swoją gamę kolorystyczną w tych pozycjach. 
Co dotyczy lakierów i pomadek w sztyfcie, to nie moja bajka, chociaż to tylko moje zdanie, mój gust. A Wy co najbardziej lubicie z Inglota, a co się  u Was nie sprawdziło? 










6 komentarzy:

  1. Ładny ten eyeliner, pozostałe jakoś dla mnie dziwne ze względu na kolor :) z Inglota fajny jest puder brązujący z drobinkami sypki i pigmenty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Róż zamawiałam przez internet, więc nie spodziewałam się aż tak intensywnego koloru, chociaż przy umiejętnym i delikatnym nałożeniu przezentuje się całkiem dobrze. Tak, pigmenty są naprawdę super, zapomniałam o nich wspomnieć =)

      Usuń
  2. Od dawna poluję na Duraline ale jakoś do inglota mi ostatnio nie po drodze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry produkt i starczy naprawdę na bardzo długo, warto tam zajrzeć -)

      Usuń
  3. Ja uwielbiam ich cienie double sparkle i amc shine, duraline, konturówki do ust, bibułki matujące i róże. Reszty kosmetyków nie zamierzam kupować, bo uważam, że jakość jest kiepska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również jestem zwolenniczką cieni, pigmentów oraz róży. Teraz jeszcze testuje puder do konturowania 505, o którym jest tak głośno. Podkłady mają nie najlepszych lotów, chociaż mam ochotę wypróbować ten najnowszy HD, ale nie spieszy mi się.

      Usuń