1 czerwca 2015

ULUBIEŃCY KWIETNIA I MAJA 2015




Nastał czas na ulubieńców ostatnich dwóch miesięcy.
Serdecznie zapraszam na recenzję.

Do ulubieńców kwietnia trafiły tylko dwa produkty, więc postanowiłam  z nimi poczekać do następnego miesiąca.
Pierwszym był podkład Rimmel Match Perfection, który pięknie stapia się ze skórą, pozostawiając satynowe wykończenie, jest lekki, ale całkiem dobrze kryje, przy dobrym przypudrowaniu potrafi przetrwać cały dzień, przy lżejszym może trochę zniknąć, ale przy tym wyglądać dobrze. 






Eyeliner w słoiczku Maybelline to kosmetyk, do którego wróciłam i najczęściej używałam w kwietniu, ten produkt jest naprawdę rewelacyjny, nie patrząc na to, że mam go ładnych parę miesięcy, po dodaniu kilku kropel Duraline z Inglota, sprawuje się bezzarzutowo, trzyma się calutki dzień, kreska jest intensywnie czarna i gładka, liner ma kremową maślaną konsystencję, która ułatwia malowanie osobom, które nie są mistrzami w rysowaniu kresek. Ja również do takich nie należę. 






W miesiącu maju intensywnie testowałam krem ogórkowy z Ziaji i muszę przyznać, że bardzo mnie zaskoczył, szczególnie po małym rozczarowaniu kremem rumiankowym, nie liczyłam na zbyt wiele. Jednak okazało się zupełnie inaczej, kosmetyk o cudownym ogórkowym zapachu, lekki, swieży, taki wiosenno-letni. 
Dobrze nawilża, nie obciąża skóry, ale największym jego plusem jest to, że on poprostu genialnie koi skórę, ujednolica koloryt, goi rany i niweluje zaczerwienienia i podrażnienia na skórze. 
Dla mnie hit i już mam kolejny słoiczek w zapasie oraz tonik do pary, który już u mnie był i bardzo go sobie chwalę.






Balsam do ust Tisane, również był dla mnie miłym zaskoczeniem, kosmetyk kosztuje nie wiele, a jest bardzo skuteczny. Świetnie nawilża usta i efekt ten utrzymuje się naprawdę długo, idealny dla nocnej pielęgnacji.






Tusz do rzęs Maybelline Sensational polubiłam nie od razu, na początku wcale mi się nie podobał, wydłużał rzęsy, ale sklejał je, przez co traciły one na objetości. Przy kolejnych próbach nauczyłam się nim pracować i efekt był naprawdę zadowalający. Rzęsy są po nim naprawdę długie, intensywnie czarne,o średniej objetości. Tusz nie osypuje się, nie rozmazuje, dobrze zmywa. 






Pomadka w kredce Astor, to produkt, który był ze mną wszędzie. Lekka formuła, nawilżenie, intensywność koloru i komfort w noszeniu, powodowały, że nie rozstawałam się z nią i nadal tak jest. Minusem jest samo opakowanie, napisy się już prawie starły, a sam mechanizm wykręcania pomadki jest ruchomy, nie stabilny, sprawia wrażenie, że lada moment się zepsuje. Jednak sam produkt jest genialny, więc wybaczam mu to opakowanie nie najlepszych lotów. 




A jacy są Wasi ulubieńcy i co polecacie?


4 komentarze:

  1. Ciekawa jestem czy ten tusz jest lepszy od Collossal ")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat nie miałam, także nie mogę ich porównać -)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja pierwszy raz kupiłam i również polubiłam -)

      Usuń