11 lipca 2015

PROJEKT DENKO # 5





Kilka moich kosmetyków sięgnęło dna, czy warte są polecania? 
Zapraszam na recenzję.

Zacznę od podkładu Revlon Colorstay do cery mieszanej i tłustej, ponieważ jest to jedyny kosmetyk kolorowy w dzisiejszym denku. 
No cóż, pisałam o nim oddzielny post, że jest to podkład kapryśny, czasem idealnie wtapia się w skórę, a czasem jest poprostu koszmarnie widoczny i rzeczywiście tak jest, ale ja znalazłam na niego sposób. Jest to tego rodzaju kosmetyk, który bardzo lubi dobre nawilżenie przed jego nałożeniem. Idealnym dla niego duetem okazał się krem Ziaja Sopot Spa 30+ przeciwzmarszczkowy, który powoduje, że podkład równomiernie się rozprowadza, dobrze wygląda oraz nie podkreśla załamań i suchości skóry. Aby doskonale wtopił się w skórę, potrzebna jest niewielka jego ilość. Warto wspomnieć również o jego trwałości, która jest naprawdę zadowowalająca. 






Żel do mycia twarzy Korres z białą herbatą, to kosmetyk o dość nietypowym zapachu, takim, powiedziałabym aptecznym, osobiście lubię coś innego dla odmiany, dlatego przyjemnie mi się go używało. Nie przesuszał, nie podrażniał i dobrze oczyszczał skórę twarzy. Minusem dla wielu może okazać się to, że on praktycznie wcale się nie pieni, ja nie jestem zwolennikiem takich żeli, ale ostatnio trafiam na takie mało pieniące się i chyba się już przyzwyczajam. 





Alterra emulsja oczyszczająca Granat BIO, przeznaczona do skóry bardzo suchej, kupiłam dla wypróbowania czegoś nowego oraz ze względu na łagodne oczyszczanie.
Jest to biała emulsja przypominająca mleczko, można stosować  ją na 2 sposoby, zmyć wodą lub przetrzeć płatkiem kosmetycznym. Ja używałam ją z wykorzystaniem wody. 
Byłam przerażona kiedy pierwszy raz otworzyłam tubkę i wyczułam intensywny zapach spirytusu, a moja skóra katastoficznie reaguje na spirytus, szczególnie w tonikach, reakcja jest momentalna. Rzeczywiście w składzie znajduje się on na czwartym miejscu, myślę, że to dosyć wysoko. Ale nie miałam innego wyjścia, byłam w podróży i nie mogłam postąpić inaczej. Jakim było moim zaskoczeniem, kiedy okazało sie, że skóra jest niesamowicie oczyszczona i nawilżona jak po kremie, co daje nam do zrozumienia, że wcale nie trzeba się bać spirytusu w składzie, ponieważ nie zawsze on musi działać na nas negatywnie. Kosmetyk bardzo łagodny, nie podrażniał, nie szczypał. Stosowałam z wielką przyjemnością, choć dosyć szybko się skończył. 





Planeta Organica żel-peeling do twarzy, to kosmetyk, który stosowałam od jesieni do początku wiosny, czyli ładnych parę miesięcy i muszę stwierdzić, że był on przełomowym kosmetykiem w mojej pielęgnacji, co prawda rezultat był widoczny nie od razu. Peeling ma niesamowite działanie wyrównujące strukturę skóry, potrafi bardzo zauważalnie wyrównać defekty, które pozostawiają nam niedoskonałości, mam tu na myśli plamki, ale co gorsze i dużo bardziej trudniejsze w usunięciu to wgłębienia. Efekt jest porażający, jeszcze żaden peeling nie dawał tak wyraźnego rezultatu, chociaż azjatyckie kosmetyki cenię również bardzo wysoko pod tym względem. Napewno jesienią będzie to pierwszy kosmetyk, który kupię ponownie. Chociaż rezultat po nim jest już całkiem zadowalający, ale do ideału daleko. Zdecydowanie mój Must Have. 
Naprawdę szczerze polecam.






Balsam do ust Tisane, kupiłam po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji i nie zawiodłam się, chociaż nie wyglądał on i pachniał jakoś pioronująco, to jednak niesamowicie pielęgnował usta. Nigdy nie pomyślałabym, że kosmetyk za tak niewielkie pieniądze, może naprawdę działać. Teraz wiem, że wcale nie muszę płacić dużo za balsamy do ust, ponieważ są o wiele tańsze zamienniki o identycznym działaniu. 






Podsumowując wszystkie kosmetyki zawarte w dzisiejszym denku, mogę spokojnie stwierdzić, że żaden z nich mnie nie rozczarował. 
Napewno wrócę do większości z nich i szczerze Wam polecam, szczególnie żel-peeling Planeta Organica oraz balsam do ust Tisane.

18 komentarzy:

  1. Revlon się u mnie wogóle nie sprawdził. Wyrzuciłam go po paru użyciach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to nie jest prosty kosmetyk, trzeba na niego znaleźć sposób.

      Usuń
  2. Miałam kiedyś Revlona ale totalnie mnie zaszpachlował :( Nie podobał mi się efekt wcale a wcale. Ale nie dałam mu szansy przy innych kremach :P Może powinnam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On potrafi to robić, należy do tego rodzaju kosmetyków, do których trzeba znaleźć podejście.

      Usuń
  3. Ale Planeta Organica ma piękne opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działanie jeszcze piękniejsze -)))

      Usuń
  4. Colorstay jest dla mnie zdecydowanie zbyt ciężkim podkładem, ale bardzo lubię emulsję z Alterry :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Colorstay należy do ciężkich podkładów, dlatego trzeba umieć z nim pracować, sama długo miałam z tym problemy. Emulsja jest naprawdę fajna i kosztuje grosze -)

      Usuń
  5. Revlona kiedyś używała, ale był dla mnie za ciężki i mnie zapchał, a balsam Tisane uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie zapycha, ale trzeba dobrze nawilżać przed nim skórę, ponieważ może ją przesuszać.

      Usuń
  6. bardzo lubię balsam Tisane :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Puste opakowania po Revlonie i Tisane to stali bywalcy mojego kosza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to pierwsze puste opakowania tych kosmetyków, ale nie myśle, że ostatnie))

      Usuń
  8. Revlon, mój ulubiony podkład, niezastąpiony!
    http://na-dwoje-babka-wrozyla.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulubiony i nienawidzony jednocześnie przez wielu -)

      Usuń
  9. Podkład Revlon u mnie także czasami sprawdza się świetne a czasami nie do końca :) Ale ogólnie jestem z niego bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, taki podkład zagadka =)

      Usuń